» Blog » W Gdyni to można zagrać
08-10-2009 18:42

W Gdyni to można zagrać

W działach: wspomnienia starego dzioda | Odsłony: 4

W Gdyni to można zagrać
Cześć

Fajny miałem weekend. To znaczy – hej, to jest Polter, serwis z definicji o fantastyce, więc nie sądzę by było dobrym pomysłem chwalenie się, że w końcu się wyspałem, że wpadłem do teściowej i nażarłem się jak wieprz, że w Steel Panthers rozbiłem Niemców pod Moskwą i że przeczytałem niesamowity, wyrąbany scenariusz do ZC, który przypomniał mi co było dobrego w starym RPG. A nie, o tym ostatnim można wspomnieć. Ale wspomnę przy innej okazji. Może.

Ale ja nie o tym - mój weekend był zdominowany (to jak BDSM, ale bez B, S i M) przez planszówki. Chodzi o GRAMy – Gdyńskie Spotkania z Grami Planszowymi. Szczerze mówiąc nie chciało mi się iść. W sensie – w tym tygodniu spokojnie nastukałem 10 darmowych (frajerskich) nadgodzin, przez co w weekend chciałem po prostu się wyspać. Ale po pierwsze – w nazwie imprezy było wszystko co lubię (Gdynia, spotkania i gry planszowe), na dodatek Szwagier cisnął by iść, no i Mysza (moja żona, a siostra Szwagra) również chciała pograć w coś nowego, więc skapitulowałem. Postanowiłem, że leniwym wałem zostanę kiedy indziej.

Ze Szwagrem ustawiłem się na godzinę 10.30 pod miejscem akcji (Pomorskim Parkiem Naukowo Technologicznym). Prawie się nie spóźniłem.

Przyznam szczerze, że to Szwagier jest miłośnikiem planszówek. Szwagier i Teściu. Ja mogę sobie czasem w coś pograć, ale nie jestem jakimś tam zapaleńcem. Dla mnie planszówki są OK jeśli nie mogę akurat zebrać ekipy na PRG. Ale na GRAMY uderzałem z konkretnym planem – chciałem pokazać Szwagrowi Memoir '44. Obaj lubimy sobie pograć na multi w jakieś strategie II WŚ i już długo do tegoż Memoira się szykowaliśmy.

Na imprezie było dużo ludzi. To takie moje pierwsze spostrzeżenie. Ponoć w RMF FM słyszalny był Avarest i opowiadał, że frekwencja kilkukrotnie przekroczyła przewidywania organizatorów. Tym niemniej Szwagier szybko zajął strategicznie położoną ławkę (mówiłem, że się gość zna na taktyce), a ja wyruszyłem na misję zwiadowczą, która sprawiła, że po okazaniu w wypożyczalni mojego identyfikatora, jak i zawodowego wyszczerzu staliśmy się (tymczasowo) bogatsi o wspomnianego wcześniej Memoira '44. Powiedziałem Maćkowi (Szwagru), że nauczę go grać, ale żeby nie martwił się jak dostanie tęgie lanie, bo ze mną to nie tacy już przegrywali.

Wyjaśniłem Szwagrowi i trójce widzów zasady gry, rozstawiliśmy planszę do scenariusza numer 5 (Plaża Omaha) i rozpoczęliśmy grę. Dostałem USA. Moje wspaniałe natarcie na pozycje Wehrmachtu zakończyło się... no nazwijmy sprawę po imieniu, łomotem. Szwagru odesłał mi moich żołnierzy, ba do każdego nawet dołożył foliowy worek. Przyznam jednak, że niewiele zabrakło mi do zwycięstwa.
Potem rozegraliśmy scenariusz pierwszy – operację Pegasus (nie chodzi tu o konsolowe wspomnienie dzieciństwa). Szwagru znów wylosował Niemców i znów skarał mnie okrutnie (chociaż niewiele zabrakło mi do zwycięstwa). Zaśmiałem się z wyższością i powiedziałem, że wynik nie ma znaczenia, ponieważ tu chodzi o posiadanie duszy wojownika, której mi z całą pewnością nie brakuje. A poza tym to gra losowa i planszówka z akcentami II WŚ, a nie pełnokrwista gra strategiczna.

Potem przyjrzałem się paru różnym grom. W tym Age of Empires oraz Warhammer Invasion. Ale to tylko takie pobieżne zaznajomienie. Bo ja to muszę na spokojnie sobie przeczytać i rozkminić zasady. Jasne, chyba zebrałem więcej śledzi w „Hej, to moja ryba”, ale cóż z tego? Gdy w duszy gorycz porażki Memoirowej.

Potem na scenie zjawili się kumple – Aghad, Elf, Fen, ment z Lumpem, Dex i Mari, nawet zapracowany Avi znalazł czas by wytłumaczyć starym znajomym to i tamto. A po chwili Mysza skończyła zajęcia i dołączyła do męża. I powiem Wam, że nie ma jak party games w fajnej ekipie. Jasne, pojawiły się żelazne klasyki jak Jungle Speed, ale i poznałem gry dla mnie dotąd niespotykane – Palce w Pralce i Blefuj. Klawe! Palce w Pralce chyba sobie kupię. Chociaż wiecie jak jest – RPG mają u mnie pierwszeństwo. Jak ostatnio wszedłem na Rebela, by kupić sobie Palce w pralce skończył się zamówieniem Necessary Evil do Savage Worlds.

Drugiego dnia się nie zjawiłem, chociaż Szwagru był, wino pił i mówi, że fajnie.

Trochę przemyśleń mnie naszło. Impreza była dobrze zorganizowana, bo poza brakiem nieszczęsnych stolików (a to nie był aż taki ból) potknięć nie zaobserwowałem. Miejsce fajne, dojazd dobry, niezła knajpa w piwnicy. Żółte koszule obsługi były wszechobecne. Zawsze można było poprosić o wyjaśnienie zasad, radę w sprawie wypożyczenia tytułu, czy o szeroko pojętą pomoc. Nie było tak, że gości pozostawiono samym sobie. Serdeczne pozdrowienia dla żółtych koszul, w tym Widłaka i Aviego.
Cieszyła ilość gości, bo tych naprawdę nie brakowało. Atmosfera była klawa. I co ciekawe – choć spotkało się nieco starych zgredów fantastyk czy weteranów produkcji Sfery, większość uczestników to osoby spoza getta. Były całe rodziny, dziadkowie z wnukami, rodzice z pociechami, ludzie odkrywali, że od czasów Chińczyka pojawiła się na rynku jedna, czy dwie gry. Widziałem rodziców, którzy bardziej ekscytowali się tymi tytułami niż pociechy. I to jest fajne. Nie jestem w nastroju do podniosłych haseł w stylu „Ilu ludzi musi jeszcze zginąć, nim urzędnicy dostrzegą problem”, czy „Liczę, że jest to jaskółka zwiastująca wiosnę dla planszówek”, więc sobie je podaruję. Po prostu było fajnie.

Gdzieś czytałem deklaracje Nataniela, że impreza zostanie powtórzona. Trzymam za słowo! Ja przyjdę na bank.

PS. Macie linki do dwóch fotek. Nie ma mnie na nich (bo i po co), ale dobrze ukazują życie głównej sali Spotkań.
http://i18.photobucket.com/albums/b127/Drachu/1-1.jpg
http://i18.photobucket.com/albums/b127/Drachu/2-1.jpg

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
+1
Drachu, wszak
"nie sądzę by było dobrym pomysłem chwalenie się, że w końcu się wyspałem, że wpadłem do teściowej i nażarłem się jak wieprz, że w Steel Panthers rozbiłem Niemców pod Moskwą i że przeczytałem niesamowity, wyrąbany scenariusz do ZC, który przypomniał mi co było dobrego w starym RPG." To kwintesencja rzeczy najważniejszych ;)
08-10-2009 22:30
Ezechiel
   
Ocena:
+1
I miękki papier toaletowy...
08-10-2009 22:44
karp
   
Ocena:
0
klawa notka ;)
09-10-2009 09:06
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0
A mnie, spotkanego w drodze na imprezę to już szubrawiec nie wymienił. Czuję się pominięty :D
09-10-2009 09:21
Drachu
   
Ocena:
+4
JAsne, że kwintesencja życia :P Ale sądzę, że fanów fantastyki nie interesuje mój stosunek do pieczonej karkówki.

PS. Po drodze spotkałem, nie uwierzylibyście, Adama Waśkiewicza i sobie fajnie pogadaliśmy :) Bo to fajny gość jest :)
09-10-2009 12:37
Malaggar
   
Ocena:
0
@Drachu: Wszystko, co dotyczy karkówki i innych przysmaków mięsnych mnie interesuje ;)
Adam Waśkiewicz? A jaki on ma nick na poltku? :D
09-10-2009 17:31
ment
   
Ocena:
0
Taki egzotyczny, trudny do wymówienia i w niektórych kręgach uważany za wielce obelżywy. ;)
10-10-2009 00:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.